sobota, 9 lipca 2016

Schudłam?

Witam Was w drugim poście na moim blogu, w którym opiszę Wam czas, w którym postanowiłam zrzucić kilka zbędnych kilogramów. :)

"Pulpet", "nie przeszkadza Ci to jak wyglądasz?!", "nie jedz tyle i tak masz już duże boczki!" i inne podobne wyzwiska, stwierdzenia, które były kierowane do mnie przez nieznajomych, znajomych i rodzinę... Na początku zaczęło się od cichego obgadywania przez osoby obce i znajomych, jednak wraz ze wzrostem moich kilogramów, rodzina też zaczęła podgadywać - czasem w sposób nie raniący - w formie rad - a innym razem w formie niby to żartów - co strasznie bolało, mimo, że nie zdawali sobie z tego sprawy... albo udawali, że o tym nie wiedzą... Co wtedy robiłam? Zamykałam się w łazience i ryczałam ile się dało - co najdziwniejsze nikt tego nie zauważał... Może nie chcieli tego widzieć?

W maju ubiegłego roku postanowiłam zrzucić kilka kilogramów, nie wiedziałam, czy mi się uda, ale postanowiłam spróbować.
Od czego zaczęłam? Od głupiej listy, w której postawiłam sobie za cel zejście z wagi 60 kg do 56 kg, a także to, jakie korzyści będę miała po zrzuceniu kilogramów. Wiecie jakie korzyści sobie wypisałam? "zmieszczę się w bluzkę, którą kupiłam jakiś czas temu" ; "rodzice zaoszczędzą na słodyczach i sokach" i najważniejsze "zyskam uznanie wśród znajomych i rodziny".
Napisałam wyżej "głupia lista", teraz tak piszę, ale bardzo mi ona pomogła, mimo, że wypisałam tam idiotyczne powody, dla których warto schudnąć, pomogła mi... Za każdym razem gdy na nią patrzyłam miałam coraz większą chęć do walki o mój wygląd, wagę, a także sympatię innych. Brzmi banalnie, prawda? Zwykła lista, a jednak pomogła!

Co było moim kolejnym krokiem? Dieta, czyli to co jest najważniejsze. Powinnam tu napisać, że przestałam jeść słodycze, unikałam białego pieczywa, czy też to, że jadłam dużo warzyw... Ale tego nie napiszę. Jadłam słodycze, w mniejszych ilościach, ale jadłam - 1 paczka cukierków czekoladowych w jeden dzień, ale przez kolejne dni miesiąca nic, zero! Białe pieczywo? Tak, jadłam, ale ze smacznych bułeczek przeszłam na chleb. Warzywa? Jadłam, ale niestety w małych ilościach.

Ostatnim już krokiem mojej próby schudnięcia było picie tylko i wyłącznie wody. Niby łatwe, co w tym trudnego, prawda? Niestety nie dla mnie, nigdy nie lubiłam zwykłej wody do picia, wolałam soki z supermarketu, które w składzie miały na pierwszym miejscu cukier... Ale udało mi się, od tamtej pory zaczęłam pić tylko wodę...

Czy udało mi się schudnąć? O tym napiszę w kolejnym poście, bo ten i tak jest już bardzo długi :)
Miałyście/macie podobną historię? Również stoczyłyście walkę z niechcianymi kilogramami, a może dalej ją toczycie? Dajcie znać w komentarzach, z chęcią się czegoś o Was dowiem :)

Miłego wieczoru! :)


3 komentarze:

  1. Sama musze sobie stworzyć taką listę korzyści. Podczas poprzedniego odchudzania stworzyłam listę co mogę, a czego nie. Zawsze kiedy miałam chwile słabości, patrzyłam na nią. Muszę ją znaleść, bo na pewno jej nie wyżuciłam.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam taką listę korzyści :) Jeżeli chodzi o listę "mogę i nie mogę", to ja takiej nie robiłam, nie pomyślałam o tym :D

      Usuń
  2. Do wody przyzwyczaiłam się dosyć dawno. ;] Gdziekolwiek jestem, wszyscy proponują mi herbatę lub kawę, ale zwykle kończy się właśnie wodą.

    OdpowiedzUsuń

Instagram